I. CISZA
Cisza przyszła razem z mrozem.
Nie była nagła, raczej nieuchronna.
Najpierw ucichły drogi, potem rozmowy,
aż w końcu zamilkło to, co zwykle we mnie biegnie przed siebie.
Las na Mazurach nie potrzebował słów.
Stałam wśród drzew i miałam wrażenie,
że świat oddycha wolniej...
jakby ktoś zdjął z niego obowiązek ciągłego ruchu.
Cisza nie była pusta.
Była gęsta.
Zawieszała pytania,
uspokajała odpowiedzi.
Pozwalała być dokładnie tam, gdzie jestem,
bez potrzeby tłumaczenia się z obecności.
W tej ciszy nauczyłam się słuchać nie tego, co przychodzi z zewnątrz,
ale tego, co zwykle zagłuszane.
II. BIEL
Biel przyszła razem z szadzią.
Nie jako dekoracja,
lecz jako stan świata.
Drzewa zostały obrysowane mrozem...
każda gałąź osobno,
jakby ktoś chciał powiedzieć: zobacz uważniej.
Nie było dwóch takich samych linii.
Nie było pośpiechu.
Biel przykryła dom, drogę, ślady.
Nie odebrała im sensu...
raczej go uprościła.
Zostawiła tylko to, co konieczne.
Patrząc przez obiektyw,
miałam poczucie, że fotografia nie zatrzymuje chwili,
lecz pozwala jej trwać dłużej.
Biel nie domagała się koloru.
Wystarczała sama sobie.
III. TRWANIE
Gdy kolej przestała łączyć Nidzicę ze stolicą,
świat nie rozpadł się.
Po prostu zwęził się do tego, co bliskie.
Droga istniała,
ale nie wzywała.
Trwanie okazało się czymś innym niż bezruch.
Było czuwaniem.
Zgodą na to, że nie wszystko musi się wydarzyć teraz.
Że czasem najważniejsze jest pozostać,
a nie iść dalej.
Szadź nauczyła mnie,
że piękno nie zawsze jest w zmianie.
Czasem jest w tym, co pozwala sobie pozostać nieporuszone.
W lesie,
w bieli,
we mnie.
Te fotografie są zapisem trwania...
chwili, w której świat i ja
zatrzymaliśmy się jednocześnie
i to wystarczyło.
- Elżbieta Sęczykowska